|
|
Grażyna Adamczyk Lidtke -autorka poezji, członek ZLP - Wrocław, poetka i tancerka flamenco, twórczość poetycka, pisanie, poezja,
proza, utwory literackie we Wrocławiu
AUTORZY
|
GRAŻYNA ADAMCZYK LIDTKE
mgr sztuki, prekursorka tańca flamenco w Polsce; tancerka, instrumentalista, pieśniarka
flamenco, nauczycielka kilku pokoleń tancerzy flamenco. Założycielka pierwszych dwóch
polskich szkół flamenco - we Wrocławiu w 1982 r. i w Warszawie w 1991r. Gra na wielu
instrumentach: skrzypce, fortepian, gitara, instrumenty perkusyjne... Uczennica szkół -
muzycznej i plastycznej, Ukończyła Akademię Sztuk Pięknych na wydziale Projektowania
Plastycznego i Architektury Wnętrz oraz studia podyplomowe na Wydziale Zarządzania,
o profilu pedagogiczno- informatycznym na Politechnice Wrocławskiej.
|

autorka w Muzeum Wiedeńskim
|
Wieloletni prezes Sociedad Polonia America Latina we Wrocławiu. Podróżniczka, pasjonatka kultur Iberyjskich
i latynoamerykańskich, .
zafascynowana twórczością
Federico Garcii Lorki.
Twórczyni choreografii teatralnej
i opracowań muzycznych w przedstawieniach zawodowych teatrów dramatycznych ( o tematyce hiszpańskiej ) na terenie Polski.
Założycielka Akademii Dom Tańca "Pałacyk" we Wrocławiu - wiodącej szkoły tańca w mieście i Agencji Artystycznej.
Poetka, - pisze od wczesnych lat dziecięcych, m.in. pamiętniki i wspomnienia z podróży, publikuje w lokalnych czasopismach
i almanachach
: "Bariera słowa 2007", "Bariera słowa 2008", "Co Jest Grane", "Skarbnica Współczesnych Poetów", "Bez Kurtyny", "Autograf", "Nietakty" oraz almanachach Festiwalu "Poeci bez granic" w latach 2008, 2009, 2010, 2011.O autorce czytaj na stronie:
1
Szukaj utworów na stronie: 2
 |
|

|
|
|
Wisławie co zmarła
prawie na wspak
1.02.2012 roku
Odeszłaś jak każdy
kto odejść musi
kiedyś
na serio
Zabrakło Ci tylko
zaledwie 20 dni
do rekordu Guinessa
by ustanowić wynik
celny jak "Raki "
Kochanowskiego
Ta data
mogła być godna
samego Nostradamusa
Nadano by jej znaczenie
mówiono by z emfazą
o przepowiedni losu
nieuchronności zdarzeń
o Palcu Bożym
o fatum ...
A przecież
stało się tak
jak w Twojej poezji
proroczo
ale niedokładnie
zabrakło tylko cyfry "2"
Co za krotochwila !
Nawet Noblistkę
można złapać na ...
niedoskonałości |
|
.
czytanie zimowe luty 2012 fot. M. Maciejczyk
Plan na przyszłość
Podobno nieuchronnie
zmierzamy do krańca
Zatrzymuje się czas
w kalendarzach Majów
zatrzymuje się strumień
internetowej rzeki ułudy
Tylko emocje jakoś
nie chcą się zatrzymać
Stoimy na krawędzi
rozpadlin starej Ziemi
i nie wiemy czy skoczyć
czy jeszcze jutra czekać…
A mój brat znalazł wyjście
powiedział:
- Proponuję zróbmy za rok Wigilię
dwudziestego grudnia
może jeszcze zdążymy zasiąść
do Ostatniej Wieczerzy (?)
2012
Poranek
Budzi mnie kuśtyk zegara
rytm wydechów
nadmuchujących
balon Twojego snu
i pospieszny cwał
kotów sąsiada po suficie
Cisza jest abstrakcją
2012
|
|
|
|
Powiastka o nożu
Nie tak dawno dowiedziałam się, że wszystkich Kielczan krajanów mojej babci i prababci , które urodziły się pod Ostrowcem Świętokrzyskim nazywa się „Scyzorykami” lub „Kozikami”.
Okazuje się, że sama jestem poniekąd „Scyzorykiem”, a słowo kozik było rzeczywiście jednym z ulubionych określeń mojej babuni dotyczących ulubionego sprzętu każdej kieleckiej gospodyni - podręcznego noża do obierania jarzyn i czyszczenia grzybów.
Nazwa kozik zapewne dotyczyła zakrzywionej w dół końcówki, naśladującej kozi róg, ale potem określała już każdy rodzaj niedużego nożyka o rozmaitym kształcie, aż z czasem , z nowszymi wynalazkami zamieniła się w scyzoryk.
Mały podręczny nożyk, to ulubiony rekwizyt wszystkich kobiet w rodzinie mojej mamy.
Kozik nosiła moja prababcia w kieszeni fartucha, a moja babcia także zawsze miała pod ręką swój ulubiony kozik do kartofli. Dbała przy tym o inne noże kuchenne do mięsa i do chleba i zawsze pieczołowicie je ostrzyła na płaskiej osełce. Ja - nieodrodna wnuczka zawsze utrzymuję w pogotowiu wszystkie noże w domu, nawet te stołowe, bo nie znoszę gdy są tępe.
Siostra mojej mamy nosiła zawsze w torebce składany scyzoryk, a gdy pojechała do Gruzji, przywiozła sobie mały inkrustowany metalem i emalią kindżałek, piekielnie twardy, cienki i ostry, jak damasceńska stal . Miała go w zasięgu ręki aż do samej śmierci. Potem ja dostałam go od brata ciotecznego na pamiątkę.
Moja mama także nosi w otchłaniach swojej torby jakieś składane cacko, choć rzadko go używa do obierania owoców, albo przykręcenia jakiejś śrubki.
Ja już od dzieciństwa lubiłam koziki. Z upodobaniem grałam z chłopakami na podwórku w „noża” i czasem nawet udawało mi się wygrywać. Nierzadko wtedy babcia szukała po całej kuchni swoich kozików do jarzyn, pomstując przy tym siarczyście „PSIA KOŚĆ SŁONIOWA DREWNIANA ! ” , a my z braciszkiem rozgrywaliśmy właśnie mecz życia - w noża lub w państwa i zagarnialiśmy terytoria tnąc bezlitośnie wielki okrąg narysowany na piasku.
Wieloletnie życie harcerskie nauczyło mnie także posługiwać się finką, choć nie mogłam pojąć dlaczego ten nóż jest tak tępy ! Biedziłam się długo i wytrwale ostrząc na kamieniach gruby szlif, aby finką można było uciąć cokolwiek. Za to świetnie się nią rzucało na odległość.
Czułam respekt dla narzędzia, które było niezwykle przydatne do strugania totemów, budowania palisad, rzeźbienia stołków kosturów i obierania wanny kartofli, albo wielkich bochnów chleba na leśne posiłki. Wiele było przy tym okazji do ucharatania sobie palców. Potem, po latach z dumą i szacunkiem oglądałam ślady blizn na własnych dłoniach.
Kiedy byłam już dorosła i realizowałam spektakle Lorkowskie w teatrach musiałam znaleźć odpowiednie składane noże – a la hiszpańskie , żeby ustawić sceny walki krewkich bohaterów sztuk. Kiedy z trudem zdobyłam kilka dużych myśliwsko - rybackich scyzoryków z rozpaczą skonstatowałam, że rekwizytorzy tępili je specjalnie, dla aktorów, żeby nie zrobili sobie krzywdy. A noże były wyjątkowo udatne i nie omieszkałam kupić sobie takiego samego dla siebie.Sprawdzał się potem znakomicie w codziennym życiu nazapleczach teatrów, kiedy brakowało naczyń i narzędzi do przygotowania posiłków.
Z wiekiem robiłam się bardziej ostrożna i z większym szacunkiem traktowałam noże jako narzędzia bardzo zdradliwe i niebezpieczne. W naszym „Trójkącie Bermudzkim” – Traugutta- Krasińskiego i Krakowskiej zamieszkiwał tzw. Element . Nożowników tam było co niemiara, choć swoim nie robili krzywdy, ale jeśli ktoś zasłużył, to nie było „Zmiłuj”. Tak został zadźgany sąsiad w mojej bramie, potem jakiś pijak na podwórku.
Oj! Bywało.
---------------------------------------------------
Już jako dziecko czułam respekt do noży podsycany przez stare okrutne baśnie opowiadane przez
moją babcię. Jedna z nich utrwaliła mi się szczególnie :
Kiedy Sindbad wyruszył na kolejną wyprawę morską i rozbił się o magnetyczną górę znalazł grotę
a w niej komnatę, na której środku stało wielkie łoże z baldachimem. Na łożu spał blady młodzieniec, wyraźnie powalony chorobą, obok w wazie stały dojrzałe owoce, a nad głową młodziana, na suficie
zatknięty był nóż w pochwie. |
Kiedy młody człowiek się obudził wyjaśnił Sindbadowi, że jest następcą tronu, ale rzucono na niego straszliwy czar. Jest coraz słabszy i nie może wstać z łóżka, a codziennie rano dostaje świeże owoce, które musi sobie sam obrać nożem tkwiącym nad głową. Pewnego dnia ten nóż właśnie ma spowodować nieszczęście i utkwi w jego ciele na zawsze. Stanie się to już niedługo i nie da się tego uniknąć.
Klątwa została rzucona i nie ma odwrotu.
Korzystając z obecności gościa młody królewicz poprosił o przysługę, by Sindbad sięgnął po nóż
i poczęstował się owocami. Wiedli tak długą rozmowę o niedoli młodzieńca, zaś Sindbad opowiadał
o swych rozlicznych przygodach morskich.
Nie widząc na razie szansy wydostania się z magicznej góry Sindbad codziennie odwiedzał królewicza
i służył mu pomocą przy posiłkach, a potem zabawiał opowieściami.
Pewnego dnia obudził się nieco później i poczuł się zakłopotany, że zawiódł nowego przyjaciela
i nie przyszedł na czas pomóc mu przy śniadaniu. Pospiesznie więc pobiegł do groty przeprosić chorego młodzieńca za spóźnienie. Kiedy wszedł do komnaty zastał tam straszny widok. Na czystej białej pościeli leżało blade ciało królewicza zalane krwią, a w jego piersi tkwił wbity nóż.
Sindbad domyślił się sam, że chory książę nie miał już dosyć siły, by sprawnie sięgnąć po nóż nad głową . Ten się wyśliznął i zgodnie z przepowiednią wbił się w sam środek serca nieszczęsnego młodzieńca.
-----------------------------------------------------------------------
Odejdźmy jednak od starych perskich baśni.
Na tegoroczną Wigilię dostałam prezent od brata ciotecznego- dwa ceramiczne koziki. Spojrzałam
na nie nieufnie, bo cóż to za noże z plastiku (?) !
Musiałam mieć minę nietęgą, bo brat zaczął bardzo zachwalać jakie są ostre i świetne do krojenia.
W kilka dni później , z lekkim niedowierzaniem, wzięłam jeden z noży do krojenia marchwi na obiad. Zdawał się nieco oporny i gruby jak finka, ale kiedy przecinał warstwę skórki szedł już gładko, jak po maśle.
Nagle, ze zdumieniem poczułam ból. Nóż zeskoczył mi na środek kciuka.
Ból nie ustawał, więc się przyjrzałam z uwagą palcowi i nic nie zobaczyłam, żadnej rany. Dopiero po paru minutach chlusnęła z palca krew, a rana okazała się dosyć głęboka.
Byłam tak zaskoczona podstępnością nowego narzędzia. Czyżby to zemsta przedmiotu za to, że przyjęłam go bez entuzjazmu ? Ponoć przedmioty bywają złośliwe...
Żeby się jakoś oswoić z nowym sprzętem, zaczęłam go nagminnie używać do wszystkich możliwych produktów w kuchni. I oto wczoraj …
Skończyłam już krojenie, posprzątałam obierki i wróciłam do pokoju. Po kilku minutach poczułam,
że palcem wskazującym zahaczam o naskórek palca środkowego.
Spojrzałam i oczom nie wierzę ! Krwawy ślad cięcia, jakbym chciała sobie obrać palec.
Nie czułam bólu, tylko ta krew i zadra...
I nagle przyszło mi do głowy pytanie – Do ilu razy sztuka?
Co się jeszcze może wydarzyć z moim nowym kozikiem i czym sobie zasłużyłam na takie doświadczenia
– ja stara wierna wielbicielka praktycznych noży ?
Poczułam nagle jakiś tajemny magiczny związek między moim nowym kozikiem, starą babciną baśnią
"...z tysiąca i jednej nocy" i swoim pochodzeniem od kieleckich „Scyzoryków ” z Szewnej.
2012

W Różanym Dworze w Polanicy
foto Aleksander Lidtke Adamczyk |
|
|
|
przeczytane na Festiwalu
Poeci bez granic 2011
Trzy Miłości :
KRIS
Ty
jak nożem przecinasz:
- to jest Twoje
- to moje
Nie przesadzaj
nie marudź
już nie ...
Taka była umowa
że ten związek to chwila
- chcesz to bierz
a jak nie
no to nie
Ty się zgadzasz
więc wybacz
jeśli coś nam nie wyszło
jeśli ktoś się zagubił
- to nic
Było prosto niewinnie
kiedyś przyszło - odeszło
choć wspomnienia
wracają we śnie
Kris to nóż
to przecięcie
takie równe na pół
ani ja
ani Ty
ani nic
|
|
VICTOR
Twój profil z rodu KeczuaTwój kolor z wysokich Andów
Twój wzrok nieco skośny
zwodniczy jak puma
Ay! que rico!
que rico!
Klaszczesz w dłonie z radością
gdy tańczysz marinerę
wymachując zalotnie
motylem chusteczki
i kłaniasz się na strony
jak Indio
Ay! que rico!
que rico!
Bardzo lubisz się bawić
więc mnie zaproś Cholito
do merengue co wciąga
w ten zmysłowy wir tańca
Ay! que rico!
que rico!
Ty dotykasz kolanem
moich ud
i w zabawie
białe zęby odsłaniasz
Ay! que rico!
que rico!
Wnet się skończy
ten wieczór
i ustanie rytm tańca
i zapomnisz że byłam
że odjadę
i będziesz wspominać
|
|
SHANKAR
Radość młodość i szczęście
odbijają sadzawki Twych oczu.
Widzę starą Kalkutę
pełną barw i zapachów
egzotyczną jak Ty.
Niesiesz kwiatów naręcza
chcesz by w nich się zanurzyć
Palisz dymy kadzideł
i wchodzimy w nie razem
zaczarować
omamić
połączyć
oba światy
ten Twój i mój.
Nie gaś jeszcze
płomienia...
Krągłe oczy
głębokie
zagubione
zdumione
że jestem
że jesteś
wraz ze mną…
Długie palce
dotykiem
wielbią smukłość
mych ramion
Jutro z nich się wyplączę
pozostanę osobno
Wiatr rozwieje
zapachy
zgasi świateł kolory
pozostanie skręcony bólem
strzęp zapałki na stole
i noc |
|
17 listopada 2011 w polanickim Gimnazjum autorka spotkała się z młodzieżą, która nie tylko interesuje
się poezją, ale wielu uczestników tej lekcji poetyckiej pisze własne wiersze. Niektórzy z nich byli
laureatami ubiegłorocznego konkursu poetyckiego, a ich utwory znalazły się w almanachu "Nad rzeką
słów polanickich poetów " . Kilka osób bierze regularnie w konkursach i prezentacjach recytatorskich.

spotkanie poetyckie z młodzieżą gimnazjalną w Polanicy 2011
|
|
|
|
Z almanachu "Ósma strona świata " 2011
|
|
|
Tropy
jeden trop
to rzeczywisty ślad
mojego istnienia
i rzeczy, które się posiadło
odbity w materii podłogi
w kresce rysunku na papierze
w wydruku komputera
drugi trop
odbity w pamięci bliźnich
ludzi których poznałam
ślad dokonanych zdarzeń
załatwionych spraw
wspólnych wyborów
nagłych wybuchów sympatii
naiwnie zaznanych miłości
trzeciego tropu nie ma
_____________
w przestrzeni imaginacji
myśl jak natrętna mucha
o nieudanym celu
nietrafnej idei
niedościgłym marzeniu
o szczęściu
|
mogę ją tylko zapisać
by stała się tropem
i świadkiem mej obecności
w gęstwinie lasu życia
2009 |
|
Polanica 2011 |
|
|
Pod zamkiem w Nachodzie 2011 festiwalowa wycieczka
foto autorka




|
| |
 |
|
10 maja 2010
o g.18.00
Grażyna Adamczyk Lidtke
zaprasza do
Klubu Muzyki
i Literatury
na swoje spotkanie autorskie i promocję tomiku poezji
" PIASEK HISZPANII "
|
 |
Autorka wierszy, która niedawno została przyjęta
w poczet członków Związku Literatów Polskich zaprezentuje swoje impresje hiszpańskie
w oprawie tańca flamenco na żywo
wykonywanego przez adeptki Domu Tańca Pałacyk
patrz:
Informator 'Co jest grane"
|
|
|
|
|
|
|
 |
 |
|
We wrześniu 2010 ukazały się nakładem Wydawnictwa Black Unicorn 3 książki G. A. Lidtke - poezji, która jest reminiscencją podróży autorki do Hiszpanii i na Kubę oraz tomik wspomnień o powodzi 1000-lecia we Wrocławiu w 1997 roku.
Autorka przygotowuje również tomik Haiku oraz prozy reportażowej z podróży do Peru, która także ukaże się niebawem. |
|
patrz > strona www |
|
|
 |
 |
|
patrz > strona www
patrz > strona www |
|
|
|
|
|